Muzułmańskie czasopismo społeczno-kulturalne "As-Salam" nr 1(30)/2014

Muzułmańskie czasopismo społeczno-kulturalne "As-Salam" nr 1(30)/2014

06-05-14

1492–2014
Deportacje, kolonizacja i islamofobia – nowy numer „As-Salam”

Od 29 kwietnia dostępny jest w sprzedaży nowy numer „As-Salam” (nr 1 [30] 2014/1435). Temat przewodni pierwszego w tym roku wydania to „Wielkie wypędzenie muzułmanów hiszpańskich”. Okazją do przedstawienia tej problematyki jest 400. rocznica tego mało znanego, pomijanego milczeniem rozdziału historii europejskiej – historii deportacji, kolonizacji i islamofobii. Okazuje się, że pełna tryumfalizmu i dumy cywilizacyjnej narra więcej »

4,00 zł

  1. waga produktu: 0.11 kg
  2. produkt nowy
  3. dostępny od ręki
Nie wiesz czy to dobry wybór? Zapytaj znajomych:

Muzułmańskie czasopismo społeczno-kulturalne "As-Salam" nr 1(30)/2014

1492–2014

Deportacje, kolonizacja i islamofobia – nowy numer „As-Salam”

Od 29 kwietnia dostępny jest w sprzedaży nowy numer „As-Salam” (nr 1 [30] 2014/1435). Temat przewodni pierwszego w tym roku wydania to „Wielkie wypędzenie muzułmanów hiszpańskich”. Okazją do przedstawienia tej problematyki jest 400. rocznica tego mało znanego, pomijanego milczeniem rozdziału historii europejskiej – historii deportacji, kolonizacji i islamofobii. Okazuje się, że pełna tryumfalizmu i dumy cywilizacyjnej narracja europejska – odnosząca się do chrześcijańskich korzeni, pomijając przy tym niemal wszystkie inne tradycje i wpływy kulturowe – nie jest pozbawiona mrocznych aspektów, a jednym z przykładów związanych z tym przekłamań i przemilczeń jest historia muzułmańskiej ludności al-Andalus: Morysków i Mudejarów. Tak się niezwykle interesująco złożyło, że numer ten ma charakter rocznicowo-wypędzeniowy. Na ten rok przypada również 600-lecie nawiązania stosunków dyplomatycznych między Polską a Turcją. W numerze znajduje się także relacja z obchodów 70. rocznicy deportacji Czeczenów i Inguszów oraz publicystyka dotycząca sytuacji Tatarów krymskich w kontekście wydarzeń na Ukrainie (mowa jest tutaj o ludności, która ma przecież za sobą doświadczenie stalinowskiej deportacji i wypędzenia z 1944 roku).

Temat Numeru

Na Temat Numeru składają się dwa solidne artykuły przygotowane przez red. Radosława Stryjewskiego, uzupełnione o tekst red. naczelnego, Mariusza Turowskiego. O ile wiedza o istnieniu państwa islamskiego w hiszpańskiej Andaluzji jest stosunkowo dobrze znana, tak już historia deportacji i wypędzenia muzułmańskiej ludności z tych terenów nie należy do tematów powszechnie omawianych czy mile widzianych w ramach dyskursu o „miłującej pokój Europie”.

W pierwszym z artykułów red. Stryjewski rozważa i pokazuje rozmaite konteksty jakie towarzyszyły ostatnim wiekom i dekadom obecności muzułmanów w Hiszpanii. Wskazuje na sytuację muzułmańskich mniejszości na Półwyspie Iberyjskim oraz przedstawia etapy w jakich odbyła się deportacja, tj. Pierwsze wypędzenie z lat 1570–1571 oraz Wielkie Wypędzenie (La Gran Expulsión) z lat 1609–1614. Jest to też historia Powstania Morysków granadyjskich (1568–1570) oraz niedotrzymanych gwarancji władców katolickich, znanych pod nazwą „kapitulacji”, które podpisywano w ostatnim okresie rekonkwisty (1484–1492). To lektura o tyle szokująca, iż wskazuje na celowy i zorganizowany charakter akcji deportacyjnej, kiedy to np. wynajmowano prywatne statki, aby przetransportować wychodźców do Afryki Północnej. Echa tej historii brzmią niezwykle znajomo, jeśli pomyślimy o współczesnej islamofobicznej nagonce i fantazjach piewców nienawiści o wygnaniu muzułmanów z Europy. Okazuje się, że od czasu tamtych wydarzeń, które miały miejsce kilka stuleci temu, nie zmieniło się aż tak wiele, o czym może tez świadczyć np. język jakiego się używało w tamtym czasie w stosunku do muzułmanów, jak pisze sam autor: „Określenia Morysków z tamtych lat brzmią dziwnie znajomo w kontekście współczesnych debat nad imigracją muzułmańską: szczury, króliki («mnożą się jak króliki»), mrówki odbierające pokarm chrześcijanom («liczni jak mrówki»), małpy («nieludzie»), ropuchy i pająki («obrzydliwe i wlewające truciznę w zdrowe ciało katolickiego narodu»)”.

Przeszłość i teraźniejszość scala w swym artykule red. Turowski, śledząc zawiłe i skomplikowane zależności pomiędzy strategiami urasowiania, rasizmem kulturowym i „naukowym” a religią, kapitałem, oświeceniem i modernizacją oraz imperializmem-kolonializmem. W drugim z artykułów red. Stryjewski podąża śladami andaluzyjskich diaspor, które osiedliły się w krajach Maghrebu: Maroku, Algierii, Tunezji oraz innych częściach świata, m.in. na terytoriach Imperium Osmańskiego, odnotowując wzmianki w dokumentach dotyczących odkryć geograficznych „o dwóch Moryskach w rejonie Oceanu Indyjskiego, którzy służyli za tłumaczy między Portugalczykami i Hiszpanami a władzami muzułmańskimi Indii. Ci dwaj Moryskowie w Azji Południowej to, jak dotąd, reprezentanci najdalej udokumentowanej obecności wygnańców z Hiszpanii w świecie azjatyckim”, a także o Moryskach, którzy dotarli w głąb Afryki subsaharyjskiej, „gdzie dla wiedzionych pasją podróżniczą, kupiecką i żołnierskim żołdem wychodźców z al-Andalus magnesem było przede wszystkim mityczne Timbuktu”.

Zaletą całości Tematu Numeru jest nie tylko jego historiograficzny wymiar, lecz również to, że jego autor z dociekliwością przygląda się kontekstowi kulturowemu, przedstawiając szereg ciekawych informacji dotyczących obyczajów, zwyczajów i kultury muzułmanów hiszpańskich, którzy cechowali się wysokim poziomem wykształcenia, rozwijając np. charakterystyczny gatunek literatury alhamiada. Otrzymujemy zarówno przekaz na temat tragicznych wydarzeń, jak refleksje o świecie przenikających się wpływów kulturowych, które w swej dynamice i skali są naszym wspólnym – europejskim i muzułmańskim – udziałem od co najmniej sześciuset lat. Paradoksalnie, ta ciemna strona historii oraz wiedza na jej temat, mogą dawać nadzieję, że możliwe są inne, lepsze sposoby „globalnego współzamieszkiwania”.

600-lecie

Jak już zostało powiedziane na wstępie, w tym roku obchodzimy 600-lecie nawiązania stosunków dyplomatycznych między Polską a Turcją. Wbrew tendencyjnie i antagonistycznie przedstawianej historii tych relacji oraz próbach wykluczania Turcji z dziedzictwa europejskiego jako wrogiej cywilizacyjnie, w czym szczególnie lubują się rasiści-islamofobowie, jest to zagadnienie, które okazuje się mieć inne i zupełnie zaskakujące oblicze. Siermiężny kontekst zderzenia cywilizacji, w jakim jesteśmy ćwiczeni od lat szkolnych, w ramach którego rzekomo należy ujmować te relacje, okazuje się co najmniej wątpliwy.

Z tej okazji publikujemy pierwszą część artykułu red. Beaty Szczepaniak-Jaworskiej nt. losów polskich konwertytów na islam w Imperium Osmańskim, niezbyt fortunnie nazywanych „poturczeńcami”. Kolejny odcinek następnym razem, kiedy to wrócimy do wydarzeń z XVII wieku, zmierzając w kierunku historii bliższych współczesności. Obok tego prezentujemy relację Karoliny Krzywickiej, kustoszki Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie, z warszawskiej wystawy pt. „Architekt Sinan i jego wspaniałe czasy” oraz wybór pięknych, kolorowych grafik i obrazów wykonanych w technice malarstwa miniaturowego, które zostały na niej zaprezentowane.

Rocznica ta jest okazją do innego spojrzenia na tendencyjnie i antagonistycznie przedstawiane relacje polsko–tureckie. „Poseł Lechistanu jeszcze nie przybył” – tak podobno miała brzmieć formuła, którą w okresie rozbiorów Polski zwykło się powtarzać na dworze sułtana podczas prezentacji ambasadorów i dyplomatów. Poseł oczywiście przybyć nie mógł, skoro Polska nie istniała na mapie Europy, jednak mimo tego, jeśli wierzyć legendzie, sułtan pozwalał sobie na taki komentarz za każdym razem w obecności przedstawicieli zaborców. Klucze do polskiej ambasady w Turcji były przechowywane w skarbcu sułtańskim do 1918 roku, kiedy po odzyskaniu niepodległości zostały przekazane Polakom. Czy nie powinno to zawstydzać tych, którzy z niezwykłą lubością używają obecnie pogardliwego określenia „Turas!”, a jednocześnie szczycą się znajomością polskiej historii?! O hipokryzji islamofobów w stałej rubryce Notatki antyrasistowskie pisze też nasz współpracownik, Marcin Starnawski, obnażając ich zakłamanie.

Krym

W Aktualnościach publikujemy m.in. przekład felietonu Rinata Muhametova, rosyjskiego analityka, w którym autor rozkłada na czynniki pierwsze obecną sytuację Tatarów krymskich w kontekście aneksji Krymu przez Rosję. Jest to tekst nie tylko wyjątkowy ze względu na to, iż przedstawia niezależny głos specjalisty „od środka”, ale również z racji braku w polskich mediach tego rodzaju wyważonych opinii, wolnych od doktryny militaryzmu, rusofobicznej paniki i prawicowego dyskursu szerzącego nienawiść do wszystkiego, co rosyjskie. W tym sensie, problematyka wykluczeń i dyskryminacji zawarta na stronach niniejszego wydania, łączy sytuację Rosjan i wypędzonych muzułmanów, a więc także – rzecz jasna – Tatarów, uświadamiając nam, że problem nie tkwi w esencjalistycznie definiowanych zbiorowościach, lecz w nacjonalizmie zaprzęgniętym na potrzeby różnych grup interesów będących u władzy. W kolejnych wydaniach planujemy kontynuować „wątek krymski”, publikując nieznane szerszemu gronu polskich czytelników teksty.

W dziale Qur’an i prawo imam dr Ali Abi Issa pisze o roli serca w islamie pojmowanego jako organ skupiający w sobie granice dwóch światów – materialnego i pozamaterialnego. Serce człowieka wiernego zawiera światło Allaha, stanowiące jego naturę. Natura ta – z którą człowiek został stworzony – jest czysta i nieskazitelna, gotowa zawsze przyjąć nauki pochodzące od Boga. W dziale Media publikujemy felieton redakcji „Islamic Horizons” dotyczący nowej muzułmańskiej bohaterki znanego wydawnictwa komiksowego Marvel Comics – mieszkającej w Jersey City 16-letniej córki imigrantów z Pakistanu – Kamali Khan. Podsumowanie wydania stanowi krótka przypowieść zawarta w znakomitym i bardzo uduchowionym tekście – jak przystało na dział Strawa dla ducha – autorstwa Anny Łukjanowicz o historii jaka przytrafiła się profesorowi Din z Kataru. Na przekór historiom i wydarzeniom opisanym z numerze, morał jaki z niej płynie, pozostawia nas z nadzieją na urządzenie lepszego świata, podobnie jak opublikowane kilka stron wcześniej relacje z tegorocznych obchodów XIV Dnia Islamu w Kościele katolickim w Polsce, odbywających się pod hasłem „Szerzenie wzajemnego szacunku przez edukację”. Można to wszystko podsumować cytatem Marii Poniewierskiej z Instytutu Teologii Fundamentalnej, Ekumenii i Dialogu UPJPII w Krakowie relacjonującej dla „As-Salam” krakowskie uroczystości: „Potoczny obraz islamu i muzułmanów, a także ten kreowany w mediach często opiera się na stereotypach i uprzedzeniach. U ich podstaw leży zwykle ignorancja, która prowadzi do nietolerancji”.

„As-Salam” jest dostępne w wybranych salonach prasowych EMPIK oraz RUCH. Zachęcając do sięgnięcia po autentyczne źródło wiedzy o islamie, jakim jest „As-Salam”, prezentujemy poniżej pełną wersję tekstu wprowadzającego do numeru autorstwa redaktora Mariusza Turowskiego oraz dwa fragmenty z książki Charlesa Kinga pt. Dzieje Morza Czarnego (przeł. Z. Piotrowska, Warszawa: PIW, 2006), które stanowią poszerzenie treści zawartych w tym wydaniu, a szczególnie dwóch wątków – tatarsko-krymskiego oraz tureckiego:

Kopułę czytelni głównej Biblioteki Kongresu w Waszyngtonie zdobi barwny fresk, przypominający dokonania mistrzów włoskiego Renesansu – a na pewno na nich wzorowany. Wśród przedstawionych tam 12 postaci odpowiadających największym osiągnięciom ludzkości i dziedzictwu poszczególnych cywilizacji znajduje się uczony pośród instrumentów, przyrządów naukowych. Jest skupiony, zapewne roztrząsa w myślach jakiś złożony, nierozwikłany wcześniej problem. Obok badacza umieszczony został podpis: „Islam”. Wiele osób ze zdumieniem przyjmuje tę ilustrację. Swojego zaskoczenia nie kryje nawet jeden z autorów najnowszego raportu na temat islamu i muzułmanów w USA, przygotowanego przez amerykański Departament Stanu.

To drobny – choć wymowny – przejaw, symptom, „nieobecności islamu” w naszym świecie. O problemie tym pisaliśmy wielokrotnie na naszych łamach. W bieżącym numerze naszego czasopisma podejmujemy tę kwestię, odnosząc się do jednego z najbardziej namacalnych, bezpośrednich – tym bardziej bolesnych i okrutnych – historycznych przykładów „usuwania islamu”: najpierw fizycznej, a następnie kulturowej i duchowej „eksterminacji” al-Andalus, czyli cywilizacji muzułmańskiej w jej złotej erze, fazie najpełniejszego rozkwitu. Destrukcja, anihilacja tego rodzaju została następnie przeprowadzona w kontekście kolonialnym, niekiedy – jak wspominamy w jednym z tekstów składających się na temat wiodący niniejszego wydania „As-Salam” – przez te same osoby, które w Toledo przeprowadzały masakry muzułmanów, niszczyły ich majątek, paliły księgozbiory w języku arabskim, usuwały wszelkie ślady „obcej religii”. I oto, również w tym kontekście, pojawia się kolejny wymazany, usunięty, zlikwidowany wątek „obecności muzułmańskiej”.

Jak pisze Slavoj Žižek w swojej książce, poświęconej m.in. bieżącym rewolucjom oraz kontrrewolucjom w krajach arabskich, w rozdziale dotyczącym emancypacyjnego, republikańskiego potencjału teologii islamu: „Rewolucja Haitańska była prawdziwie «definiującym» momentem w historii świata. Stanowiła ona wyjątek od samego początku podjętej w jej ramach walki z niewolnictwem, która zakończyła się niepodległością w styczniu 1804 roku: «Jedynie w przypadku Haiti deklaracja wolności człowieka okazała się spójna w swojej powszechności. Podtrzymywano ją za wszelką cenę, przeciwko panującemu wówczas porządkowi społecznemu oraz ekonomicznej logice rzeczywistości». Z tego powodu «w całych nowożytnych dziejach nie znajdziemy innego momentu, którego implikacje byłyby bardziej niebezpieczne dla dominującego globalnego systemu władzy». Mało znanym faktem jest to, że jednym z przywódców rebelii na Haiti był pewien czarnoskóry duchowny znany jako John Bookman, czyli – zgodnie z nazwiskiem – człowiek wykształcony. «Księga», do której odnosiło się to nazwisko (Book) nie była jednak Biblią, ale  Qur’anem”.

Skutecznie zlikwidowano pamięć o al-Andalus (a „antykolonialny islam” to rzekomy dowód na źródłowo antyzachodnie, okcydentalistyczne resentymenty muzułmanów). Próby jej przywrócenia również są zakazane, skazane na „wypędzenie”. Oto hiszpańskie Kortezy zatwierdzają właśnie projekt ustawy, w myśl którego potomkowie wygnanych z tego kraju przed pięcioma wiekami Żydów będą mogli starać się o ponowne uzyskanie obywatelstwa Hiszpanii. Ten akt, swoista próba odkupienia grzechów z przeszłości, w żadnym wypadku nie może zostać zastosowany wobec muzułmanów. Nie ma na niego zgody politycznej, społecznej, ekonomicznej, kulturowej. Trudno o bardziej jednoznaczny przykład ilustrujący to, w jaki sposób nowoczesna Europa „walczy” z rasizmem, z jednym z najbardziej oburzających przejawów niesprawiedliwości, którego dopuściła się w swoich dziejach i który wciąż „wytwarza”. Jest to jednocześnie podręcznikowy przykład funkcjonowania „nowego rasizmu” („rasizmu kulturowego”): „bogaci, wpływowi Żydzi pomogą naszej gospodarce, biedni imigranci z krajów muzułmańskich przyczynią się do jej dalszej ruiny” – oto faktyczny motyw „postępowego” kroku władz Hiszpanii...

Mariusz Turowski

Fragmenty książki Charlesa Kinga, Dzieje Morza Czarnego

Pax Mongolica

„Przywódcy państwa Mongołów, mimo swej wojowniczości, z pewno­ścią byli utalentowanymi wojownikami, ale nie odżegnywali się od han­dlowych czy politycznych układów, które mogły przysporzyć im korzyści. Podróżnicy, tacy jak brat Wilhelm czy Marco Polo, zachwycali się spraw­nością działania i wysokim poziomem tatarskiej administracji. Nawet niżsi rangą chanowie rozsiani po Eurazji mieli na swoich dworach tłumaczy, którzy przekładali listy z zapewnieniami o przyjaźni nadchodzące od królów z Zachodu. W średniowieczu niewiele było bardziej kosmopolitycznych miejsc od ruchomego miasta namiotów władcy Tatarów. Kiedy brat Wilhelm przekroczył Don i przybył do takiej właśnie siedziby Sartaka, jednego z prawnuków Czyngis-chana, zdziwił się, spotykając tam nestorianina, który pełnił funkcję szefa protokołu, i templariusza, który zaba­wiał zgromadzonych opowieścią o swych niedawnych przygodach na Cyprze. W położonej bardziej na wschód siedzibie dziadka Sartaka, wiel­kiego chana Mőngke, natknął się na paryskiego złotnika, chrześcijanina z Damaszku, Francuzkę z Lotaryngii, która wyszła za mąż za rosyjskiego cieślę w służbie dworu, posłów z Bagdadu, Indii i od Turków seldżuckich oraz na ormiańskiego mnicha we włosiennicy pragnącego nawrócić Mőng­ke na chrześcijaństwo.

Przed epoką panowania mongolskiego na północnym stepie rzadko spotykało się Europejczyka. W głębi lądu było niebezpiecznie. Nieliczni odważni wędrowcy, usiłujący dotrzeć tak daleko, musieli przedsiębrać najwyższe środki ostrożności. W roku 1235 czterech ambitnych domini­kanów wyruszyło z Budy, aby odkryć starożytną kolebkę Węgrów – umiej­scawianą nad Wołgą – i nawrócić pogańskich kuzynów na chrześcijań­stwo. Zakonnicy przepłynęli w dół Dunaju, a potem przez Morze Czar­ne i w górę Donu. Wszystko było dobrze, dopóki znajdowali się na wodzie. Podróż lądem nad Wołgę pełna była niebezpieczeństw. Wodzowie ple­mion Połowców prowadzili między sobą wojnę i po stepie włóczyli się maruderzy. Karawany trafiały się rzadko, towarzysze podróży również.

Gdy zapasy żywności zaczęły się dominikanom kończyć, a mieszki za­świeciły pustkami, wpadli na oryginalny pomysł. Dwóch postanowiło dobrowolnie sprzedać się w niewolę, dzięki czemu pozostali dwaj zyska­liby wystarczająco dużo pieniędzy na jedzenie, opłacenie się bandytom i kontynuowanie misji nawrócenia. Plan jednak upadł. Po kilku próbach braciszkowie zorientowali się, że żaden z nich nie posiada wystarczają­cych umiejętności, żeby zainteresować ewentualnego kupca. Potrafili bowiem co najwyżej wyrabiać łyżki z drewna. Wreszcie trzech zawróciło i tylko czwarty, dzielny mnich Julian, kontynuował podróż na wschód. Nigdy nie natrafił na swych protowęgierskich braci, ale znalazł cywiliza­cję. Gdzieś nad Wołgą natknął się na grupę jeźdźców, zwiadowców wiel­kiego chana, i nie mógł wyjść z podziwu, kiedy okazało się, że tłumacz oddziału zna sześć języków, w tym niemiecki i węgierski.

W ciągu kilkudziesięciu lat konne jednostki mongolskie tego typu za­pewniły bezpieczeństwo w całym regionie Morza Czarnego. Szlaki han­dlowe łączące morze z równinami Azji Środkowej stały się tak przejezd­ne, że średniowieczni Włosi czytali o nich w przewodnikach. Francesco Pegolotti, bankier florentyński, na początku XIV wieku napisał podręcz­nik dla ludzi interesu udających się na wschód pod tytułem La pratica della mercatura. Oczywiście trzeba było mieć wiele odwagi, żeby udać się w taką podróż. Droga z Tany do Chin mogła zająć ponad dziewięć mie­sięcy, dlatego Pegolotti radził kupcom zapuścić brody, aby ich cudzo­ziemski wygląd mniej rzucał się w oczy. Jednak takie wyprawy, jak wę­drówka brata Juliana i jego towarzyszy, już się nie zdarzały. «Droga pro­wadząca z Tany do Kataju jest bardzo bezpieczna zarówno we dnie, jak i w nocy», twierdził Pegolotti. Można się tam było co najwyżej natknąć na oddział uzbrojonej konnicy – symbol gwarancji spokojnego przejazdu przez państwo mongolskie.

Przy wszystkich swoich międzynarodowych koneksjach Mongołowie byli społeczeństwem mobilnym, złożonym głównie z pasterzy, którzy w zi­mie uchodzili wraz ze stadami ku morzu, a latem wędrowali na północ. Przemieszczali się po stepie, wraz z całym dobytkiem, dzięki wozom na­krytym jurtami. Stojący w otworze wejściowym woźnice kierowali grupa­mi wołów. Jakiś czas po Pegolottim inny kupiec, Josafato Barbaro, z wysokości murów Tany opisywał swoje wrażenia na temat przejazdu noma­dów: «Pierwsze idą [setki] koni. Po nich ciągną stada wielbłądów i wołów, a potem inne, mniejsze zwierzęta. Wszystko to trwa przez dobre sześć dni, tak że gdzie tylko okiem sięgnąć, cała równina pełna jest ludzi i zwie­rząt podążających swoją drogą [...]. Staliśmy na murach (bo zamknęli­śmy bramy) i wieczorem mieliśmy już dość tego patrzenia».

Widok, a nawet dźwięk – skrzypienie solidnych, drewnianych kół w osiach, rozlegające się wszędzie aż po horyzont – nie zdziwiłyby po­dróżnego sprzed tysiąca lat. Dzięki Pax Mongolica nastąpił w średniowieczu rozkwit handlu i wza­jemnych kontaktów. Pokój ten umożliwił Europie dalekosiężny handel i ożywił wyobraźnię odkrywców, poszukujących morskiej drogi do Chin”.

Wielokulturowe państwo osmańskie i muzułmański Konstantynopol

„W średniowieczu nazwa miejsca, do którego docierali żeglarze, zale­żała od stulecia. Kiedy Włosi po raz pierwszy zaczęli handlować na Mo­rzu Czarnym, mówili o podróżach do ziemi zwanej «Romanią» – pań­stwa nowych «Rzymian» z siedzibą w Konstantynopolu. W połowie XIV wieku «Romania» znika z notatek genueńskich i weneckich notariuszy. Co prawda cesarstwo bizantyńskie istniało jeszcze przez następnych sto lat, ale kiedy żeglarze odpływali znad Morza Adriatyckiego, brali kurs na «Turchię». Ludy tureckie od dawna żyły na wybrzeżu Morza Czar­nego, od czasów Pieczyngów w środkowym okresie Bizancjum aż do turk­meńskich emirów z Anatolii i Tatarów z okresu późnego cesarstwa. Wło­scy żeglarze, używając określenia «Turchia», mieli jednak na myśli pań­stwo Turków osmańskich.

Tradycyjna historiografia za motor błyskawicznego rozwoju państwa osmańskiego uznaje religię. Osmańscy wojownicy mieli jakoby nieprze­rwanie przeć naprzód umocnieni przez islam i podbijać ziemie nie tylko na chwałę swego sułtana, ale również po to, aby powiększyć stan posia­dania wiernych. Jednak prawdziwy obraz jest dużo bardziej skomplikowany. Osmanowie byli początkowo jedną z wielu nadgranicznych dyna­stii, mało wyróżniającą się w kulturowym tyglu pozostałych turkmeńskich emiratów w Anatolii. Panowali nad turkmeńskimi koczownikami i bi­zantyńskimi chłopami, z których część przypuszczalnie nawróciła się na islam, a inni wciąż wyznawali chrześcijaństwo, a także wędrownymi kup­cami z różnych państw, muzułmańskimi uczonymi oraz grecką i ormiań­ską ludnością w miastach. Poświęcali tyle samo czasu na zwalczanie swych braci muzułmanów, co na wojny przeciwko chrześcijanom. Poza tym spo­sobu, w jaki praktykowali wiarę, nawet przy największej dozie tolerancji nie można było nazwać ortodoksyjnym w porównaniu z teorią szerzoną przez wielkie centra średniowiecznej myśli islamu, Damaszek czy Bag­dad. Co zaś najważniejsze, w żadnych wczesnobizantyńskich przekazach nie ma nawet wzmianki o osmańskim pragnieniu podbojów z powodu wiary, mimo że to sami Bizantyńczycy byliby przypuszczalnym celem re­ligijnego zapału Turków. Koncepcja wojowników Allaha walczących z nie­wiernymi jest wymysłem późniejszych osmańskich historyków. Kiedy Osmanowie, pod koniec XIV wieku i w XV, podbili Bałkany i w końcu sam Konstantynopol, a tym samym zaczęli władać prawdziwym impe­rium, stworzyli adekwatną wizję przeszłości, przedstawiając swoich heterodoksyjnie nastawionych koczowniczych przodków jako pobożnych muzułmanów. Historycy europejscy przejęli potem całą ideologię osmańskiej propagandy.

Wczesne państwo osmańskie odróżniało od innych turkmeńskich emiratów przede wszystkim położenie geograficzne. Osmanowie grani­czący z cesarstwem bizantyńskim okroili je tak, że około XIV wieku z No­wego Rzymu nie zostało nic prócz obszaru wokół samego Konstantyno­pola i cieśnin. Posiadłości ich znajdowały się niedaleko na wschód od Bizancjum, na terenie starożytnej Bitynii. Takie położenie umożliwiało im dostęp do żyznych ziem uprawnych i stosunkowo zamożnych miast, które mogli najeżdżać, kiedy brakło pożywienia i innych dóbr dostarcza­nych przez pasterzy. Oznaczało to również, że Turcy osmańscy przez kil­ka pokoleń utrzymywali bliskie kontakty z greckojęzyczną, chrześcijań­ską społecznością pozostającą nominalnie pod zwierzchnictwem Bizantyńczyków. Z czasem kontakty te przerodziły się we współpracę. Sułtani osmańscy zaprowadzili pewien ład w regionie od dawna dotkniętym po­lityczną niestabilnością. Nawet przez cesarzy w Konstantynopolu Turcy byli chętniej widziani niż siły zachodnie – krzyżowcy i władcy bałkańscy – stale zagrażające pozostałościom Rzymu. W zaraniu XIV wieku, na wschodniej granicy Bizancjum przebiegały dwa procesy, pierwszy to po­wolne przeobrażenie się Osmanów, nazwanych tak od twórcy emiratu, z koczowniczych rozbójników w osiadłych posiadaczy ziemskich zarzą­dzających oddalonymi posiadłościami słabego państwa bizantyńskiego. Drugim było wchłanianie bizantyńskich wieśniaków i mieszkańców miast przez kształtujące się kulturalnie i politycznie państwo osmańskie złożone z osiadłych chłopów oraz pasterzy. Formujący się organizm był nomi­nalnie muzułmański, ale tolerancyjny wobec innych religii, a także stale gotowy odpierać zagrożenia z zewnątrz.


Przez cały XIV wiek Osmanowie szybko powiększali swoje terytorium. Przekroczyli stare granice domeny Seldżuków rumijskich i zaczęli orga­nizować letnie wypady przeciwko księstwom i królestwom po drugiej stro­nie morza Marmara w Tracji i na południowych Bałkanach. Najazdy czę­sto organizowano wspólnie z cesarzami Konstantynopola, którzy z chę­cią witali każdą możliwość zaszkodzenia wrogim władcom Serbii i Bułgarii. Turcy nie zawdzięczali swego sukcesu bezwzględności czy religijnemu fanatyzmowi – dwóm cechom definiującym «osmańskie jarz­mo» w umysłach wielu Europejczyków – ale zręczności politycznej. W gruncie rzeczy podczas żadnej z wielkich bitew XIV wieku, nie wyłą­czając konfrontacji na Kosowym Polu w czerwcu 1389 roku, podział mię­dzy walczącymi stronami nie przebiegał ściśle pomiędzy muzułmanami i chrześcijanami – a już tym bardziej nie pomiędzy anachronicznie rozu­mianymi kategoriami etnonarodowymi, takimi jak «Turcy», «Grecy» czy «Serbowie», gdyż w średniowieczu pojmowano je całkiem inaczej niż dzisiaj. Walka toczyła się raczej pomiędzy rywalizującymi układami poli­tycznymi, które często biegły w poprzek granic językowych, etnicznych, religijnych, a nawet rodzinnych. Dynastie królewskie, praktycznie w każ­dym państwie od Europy po Azję Środkową, były do pewnego stopnia skoligacone. Właściwie zdobywca Konstantynopola, sułtan Mehmed II, miał uzasadniony powód do ubiegania się o tron Bizancjum, skoro mał­żeństwa pomiędzy bizantyńskimi księżniczkami a sułtanami osmańskimi zawierano od przeszło stu lat”.

Redakcja:

Mariusz Turowski (red. naczelny)

Mariusz Wieczerzyński (z-ca red. naczelnego)

Ali Abi Issa

Tomasz Stefaniuk.


Stała współpraca:

Bruno Drwęski

Katarzyna Jędrzejczyk- Kuliniak

Hayssam Obeidat

Marcin Pierzchała

Marci Starnawski

Radosław Stryjewski

Beata Szczepaniak-Jaworska

Nidal Abu Tabaq

Informacje dodatkowe

Autor:
Mariusz Turowski (red. naczelny), Mariusz Wieczerzyński (z-ca red. naczelnego), Ali Abi Issa, Tomasz Stefaniuk. Stała współpraca: Bruno Drwęski, Katarzyna Jędrzejczyk- Kuliniak, Hayssam Obeidat, Marcin Pierzchała, Marci Starnawski, Radosław Stryjewski,
ISBN:
1732-2448
Ilość stron:
34
Wydawnictwo:
Liga Muzułmańska w RP
Rok wydania:
2014
Oprawa:
Miękka
Format:
A4

Ceny przesyłek

Odbiór osobisty* - 0,00 zł
Przesyłka polecona ekonomiczna - 5,80 zł
Przesyłka polecona priorytetowa - 6,55 zł
Paczka pocztowa ekonomiczna - 11,50 zł
Paczka pocztowa priorytetowa - 13,00 zł

Polecane produkty

produkt oglądano 1105 razy